SystemAutomatycznegoKOdowania
Drodzy moi, nie myślcie sobie, że tylko w Polsce dzieją się rzeczy, o których nie śniło się nawet fizjologom. Na całym świecie możemy znaleźć przeróżne hocki-klocki i szopki (niekoniecznie świąteczne). Poszerzmy więc nasze horyzonty i niczym imigranci bez paszportów, zbadajmy co dzieje się za granicami naszego kraju.
Mamy Internet, więc nie trzeba się ruszać z domu, aby sprawdzić co słychać na przykład we Włoszech, USA, czy Anglii. Nie muszę być, jak Kapuściński, tym bardziej, że od pewnego czasu każdy może korzystać z WikiLeaks. O jakże to wspaniały wątek i aktualnie chyba „najpopularniejsza szopka na świecie”. Czy to skandal obyczajowy, kiedy światowi dyplomaci piszą o teflonowej Angeli Merkel , radzieckim samcu alfa, czy też cesarzu bez szat? Według mnie, to nic strasznego. Można się przecież domyślić, że nawet „szychy” są ironicznie postrzegani i nazywani przez innych. A że są to dyplomaci? Trudno. Po prostu są dowody na to, że w służbowych notatka znajdują się nieco mniej poważne opinie. Jednak czy to doprowadzi do końca świata? Jakże tajne dokumenty opublikowane na wspomnianym portalu już rozgrzewają silniki atomówek. Nic, tylko w panice uciekać na księżyc. Dla mnie, Julian Assange, założyciel portalu po prostu nie będzie już mile widziany na bankietach ze śmietanką. Ot tyle.
Traduttore traditore
W jednym z niewiążących wywiadów, papież stwierdził, że używanie prezerwatyw przez prostytutki jest według niego dopuszczalne. Powstała więc cała lawina tłumaczeń i interpretacji słów głowy kościoła. Media lubią takie zabawy. Niemcy mówią, że tylko męskie dziwki mogą korzystać z tego dobrodziejstwa, Włosi natomiast uważają, że kobiety zajmujące się prostytucją również. I co teraz? Pisałem wyżej, że owy wywiad był niewiążący, aczkolwiek Benedykt XVI musi być odpowiedzialny za to, co mówi. Przez tak niefortunną wypowiedź możemy zaobserwować słynne zjawisko traduttore traditore, czyli „tłumacz zdrajcą”. Ile państw, bądź ile gazet, tyle też wersji. Prawdę poznamy jednak w następnym odcinku, czyli w przyszłym roku, kiedy to papież wyda oficjalną książkę. Do tego czasu panuje anarchia – chcecie, korzystajcie!
We Włoszech jednak najgoręcej
Pozostanę jeszcze przy wątku szopek z Półwyspu Apenińskiego, skąd pochodzi pocieszny Silvio Berlusconi. Chyba nie zostanę posądzony o szykanowanie prezydenta klubu, za którym to nie przepadam, kiedy wspomnę tę ciekawą historyjkę. Berlusconi oprócz tego, że rządzi w klubie AC Milan i włoskiej telewizji, jest też tamtejszym premierem i… seksoholikiem. Nie mam nic przeciwko, jego prywatna sprawa. A może, sprawa jego żony? Mniejsza o to. Włoski premier nie musi martwić się o swoje poparcie tak, jak polscy politycy. Silvio wdał się ostatnio w kolejną seksaferę. Tym razem dzwonił z Paryża, aby zwolniono z posterunku policji 17-letnią Ruby. Berlusconi tłumaczył, że jest ona krewną prezydenta Egiptu, więc lepiej nie wywoływać międzynarodowej afery. Okazało się, że Ruby nie jest krewną, a „kurewną”, co znacznie zmieniło postać rzeczy.
Na koniec jeszcze krotka wzmianka o księciu Williamie. Otóż pełniący aktualnie służbę wojskową dziedzic tronu oświadczył się ostatnio pewnej zupełnie niebrzydkiej Kate. Chłopak po prostu postanowił wziąć ślub, a media wymyśliły sobie, że to strategia, aby szybciej zasiąść na tronie, a także zabieg mający łączyć krew królewską z klasą średnią. W końcu to pomoże w zyskaniu sympatii społeczeństwa. Oby tylko nikt nie wymyślał dziwnych teorii, kiedy to ja się oświadczę. Tylko nie mówcie, że nie jestem księciem…
Tagi: religia papież berlusconi ksiązę świat polityka wikileaks
skomentuj (1)
Moje drogie Panie, doskonale wiem, że nie każda z Was fascynuje się piłką nożną, ale możecie potraktować tenże artykuł, jako apel do ludzi i społeczeństwa, niczym głosi pieśń krzyżowa. Ciężko bowiem zachować cierpliwość, kiedy Polaków tworzy się na zamówienie z Francuzów, czy innych wymysłów.
Wyjaśniając tytuł, chodzi mi oczywiście o nacjonalizowanie obcokrajowców, tylko dlatego, że mamy braki kadrowe w reprezentacji Polski w piłkę nożną, a wielkimi krokami zbliża się EURO 2012. W naszej kadrze mieliśmy już takie kwiatki, jak „prawdziwy” Polak – Olisadebe. Wypromował się i wyjechał. Cóż więcej potrzebował od naszej reprezentacji? Aczkolwiek trzeba mu zwrócić to, że zdobywał dla nas bardzo ważne gole. Później jednak przyszedł czas na seryjne przyznawanie obywatelstwa. Roger Guerreiro chciał iść w ślady swojego kolegi z Nigerii i również postarał się o paszport. Nie wiem tylko, czy nazwać to polskim paszportem, czy może paszportem na EURO? Brazylijczyk, swego czasu grający w Legii, obrał nawet podobne tory co Oli, przenosząc się do Grecji. A czy tam gra, czy nie, to już inna kwestia.
Patrząc na nazwisko, czy kolor skóry, Ludovic Obraniak chyba bardziej zasłużył na obywatelstwo, aniżeli Roger. Choć trzeba przyznać, że Brazylijczyk bardzo szybko nauczył się śpiewać hymn polski, a także wyrażać emocje soczystym „kulwa mać”. Język nie jest jednak zbyt ważnym aspektem. W końcu polszczyzna Ebiego Smolareka nie jest wcale idealna (czemu nie ma co się dziwić, ponieważ sporo czasu spędził w Holandii), ale i Franz Smuda oraz Irek Jeleń również brzmią nieco obco. Czego więc wymagać od najświeższego Polaka, Sebastiana Boenischa, który co prawda urodził się w Polsce, ale dużo wspólnego ma z Niemcami?
Był w dziejach historii pewien Mirek, Mirek Klose, który o swoich polskich korzeniach mówi niechętnie. Jego sprawa. Polakiem nie jest. Inaczej ma się jednak kwestia utalentowanego Łukasza Podolskiego, który utożsamia się z tym krajem i próbuje mówić po polsku. Niestety swego czasu nie chciano go w naszej reprezentacji, więc wybrał Niemcy. Jest się czemu dziwić? Możliwość wyboru mieli też Robert Acquafresa, którego matka jest Polką i Adam Matuszczyk. Pierwszy z nich, urodzony w Turynie, mający ojca i nazwisko rodem z Włoch, wybrał właśnie tamtą reprezentację. Matuszczyk mający 2 obywatelstwa, postanowił skorzystać z zaproszenia Smudy.
Zważając na kiepską jakość gry naszej reprezentacji, a głównie luki w obronie, sztab szkoleniowy postanowił poszukać i stworzyć nowych Polaków. Na celowniku jest Damien Perquis. Jego babcia jest Polką. Jednak czy to wystarczający powód, aby nadać mu obywatelstwo? Moja prababcia była Niemką, jednak ja za nic i ani w milimetrze nie czuję się Niemcem. Perquis w wieku 26 lat stwierdził jednak, że nawet jeśli Smuda nie chce go w swojej kadrze i tak wystąpi o polski paszport. Ja w tym widzę trochę kpiny, a wy?
Cóż nam jednak Perquis, skoro możemy mieć jeszcze lepszych Polaków. Czarnoskóry Manuel Arboleda gra już w naszej lidze ładnych parę lat, przyodział koszulkę „Dziękuję: Jezus, Polska, Lech Poznań, F. Smuda” i może być nasz. Tym bardziej, że gra przecież na pozycji środkowego obrońcy. Tak, tej pozycji, na której mamy braki. Jeśli nie Arboleda, to pojawiły się też informacje o Hernanim. Brazylijczyk gra w Koronie Kielce i ma żonę Polkę. Oh, gdybym tak ożenił się z Hiszpanką i dostał za to obywatelstwo i miejsce w kadrze reprezentacji Hiszpanii…
A teraz nieco poważniej. Czy urzędnicy mają prawdo decydować, kto jest Polakiem, a kto nie? Wiele osób, które bardziej zasłużyły na polski paszport, aniżeli Roger nie otrzymały go, tylko dlatego, że nie grają w piłkę, tak jak on. A zaznaczmy, że Guerreiro Vivaldim futbolu to jednak nie jest. Skoro będziemy gospodarzami tak ważnej imprezy piłkarskiej, to czy musimy zapełniać nasze luki obcokrajowcami? Piłkarze grają przecież pod banderą reprezentacji Polski, a nie reszty świata. Wielu śmieje się, że Niemcy, to właśnie Reprezentacja Reszty Świata. I ja dołożę nutkę śmiechu, jednak trzeba oddać tamtejszej federacji to, że to właśnie ona wychowała piłkarsko tamtych zawodników. A my chcemy tylko czerpać korzyści, zabierać innym, zazwyczaj tych zawodników, którzy nie mają szans na grę w takiej reprezentacji, jak Niemcy, czy Francja. Zachowajmy trochę patriotyzmu i dobrego smaku. Reprezentacyjna piłka nie polega na paszportowych transferach, a polskie obywatelstwo, to nie nagroda pocieszenia.
Tagi: piłka nożna obywatelstwo euro polska
skomentuj (0)
Ostatnimi czasy często zdarza mi się prowokować światopoglądowe debaty. Oczywiście zazwyczaj wychodzę na gbura z klapkami na oczach i nikt by się nie zdziwił, gdyby w Internecie odnaleziono moje zdjęcie, kiedy walczę o krzyż. Najgorętszymi tematami są aktualnie kwestia In vitro oraz adopcji dzieci przez pary homoseksualne. Niczym Robert Makłowicz w swej magicznej kuchni, doleję więc oliwy do ognia. Bon, prawiąc językiem francuzów.
Jakże fatalnie się czuję, mając świadomość, że dożyłem czasu, kiedy dyskutuje się, czy uchodzi, aby dziecko miało dwie mamusie lub dwóch tatusiów. Sam fakt paradowania po ulicach, chwaląc się swoją spaczoną orientacją seksualną, jest już niesmaczny. A co muszę przeżywać kubeczki smakowe naszej moralności, kiedy w grę wchodzą losy dzieci. W końcu tak dysputuje się nad pedofilia, nad brutalnymi rodzicami, patologią gimnazjalną, a mielibyśmy pozwolić na to, aby dziecko od samego początku swojego życia byłoby wytykane przez ludzi palcami? Być może owa kwestia zahacza o wątek tolerancji, ale nasze społeczeństwo nie jest i mam nadzieję, że nie będzie gotowe, na tolerowanie tego typu odchyłów, które już w zarodku są skazane na krzywdę dziecka.
Każde z rodziców pełni inną rolę i jest za coś odpowiedzialne w wychowywaniu dzieci. Jasne, można przecież powiedzieć, że są przypadki, kiedy ludzie byli wychowywani przez jednego z rodziców, ze względu na śmierć lub rozwody, aczkolwiek to zupełnie inna sytuacja. Natura stoi po tej samej stronie barykady co ja i nie pozwala na to, aby ludzie tej samej płci mogli płodzić dzieci. Czy normalnie brzmią wychowawcze słowa: „Dlaczego mówisz do mamy Mirek? To nie twój kolega”. Chyba że przyjęlibyśmy nazewnictwo Tata 1 oraz Tata 2. Aczkolwiek temu drugiemu mogłoby być nieco smutno, ze względu na to, iż to nie on jest na piedestale.
Pojawiają się głosy, mówiące iż dziecko wychowywane przez parę homoseksualną, równie dobrze może być heteroseksualnej orientacji. Według mnie rodzice powinni dawać przykład, aczkolwiek skoro chore poglądy dotyczące pociągu seksualnego nie są zaraźliwe, mamy pchać dzieci w to mrowisko? Słyszałem też, że to nie rodzice mają wpływ na negatywne ukształtowania dziecięcej psychiki. Winne jest zatem środowisko. Czy możemy więc oczekiwać, że córka dwóch lesbijek będzie w takowym traktowana zupełnie normalnie? Nie chcę wnikać w niczyje poglądy religijne, ale skoro kodeks nie zezwala na śluby homosów, to czy jest w ogóle sens rozmawiać o adoptowaniu przez nich dzieci? Jak już wspominałem, na szczęście na przeszkodzie stoi też biologia. Czy to nic nie znaczy, że dwóch facetów nie może mieć ze sobą dzieci? Musi być w tym chyba jakiś cel.
Tata z próbówki
Kolejny wątpliwy temat, różniący blisko 40 milionów Polaków. Czy skoro para nie może mieć dzieci, powinniśmy umożliwić jej zapłodnienie in vitro? Faktycznie, zakaz jest uwłaszczaniem naszej wolności. Nieładnie. Tyle tylko, że nie powinniśmy w ogóle się nad tym zastanawiać. Cóż z tego, że w całym kraju mamy przepełnione domy dziecka? Nieważne, jak te dzieci cierpią, jak im źle. Oczywiście lepiej stworzyć nowego człowieka w laboratoryjnych warunkach. Konkurencja do dobrobytu. Może bardziej wszechobecne powinno być w takim razie również klonowanie? Korzystajmy z pomysłów medycyny pełną gębą.
Sztuczne mordowanie ludzi, zwane eutanazją, jest u nas nielegalne. Analogicznie powinno być ze sztucznym zapładnianiem. Aborcja również nie jest zgodna z prawem. Skoro więc chronimy ludzkie życie, przyczyniając się do wzrostu ludności w naszym kraju, czy jest potrzeba tworzenia dzieci z próbówki?
Rola ojca, to najważniejsze zadanie, w które chciałbym się w życiu wcielić. Czułbym się fatalnie, mając świadomość, że wraz z partnerką mogłem wybrać z katalogu ojca mego dziecka. Moja wyobraźnia brnie dalej. Dzidziuś zaczyna raczkować, a ja myślę, że skoro moja żona nosiła to dziecko w swoim łonie, to jest ono jej częścią. Jej i jakiegoś obcego faceta. W przypadku adopcji, przynajmniej oboje mielibyśmy świadomość, że nie jesteśmy biologicznymi rodzicami. Aczkolwiek, to kwestia subiektywnej decyzji, czy mężczyzna zgodziłby się na los tatusia, który zainwestował w dziecię z próbówki.
Sako
Tagi: in vitro homoseksualizm adopcja debata
skomentuj (0)
SystemAutomatycznegoKOdowania
Czy najwięcej Cyganów znajduje się w Rumunii, Polsce, czy Francji? Czy Turcja przeniosła swą siedzibę pod Berlin? A także, czy nasz kraj stał się potęgą kolonializmu? O tym i wielu innych wątkach geograficznych przeczytacie poniżej.
Uczą się polskiego
Swego czasu, to Holandia, Francja i Anglia dominowały w dziedzinie kolonizacji. Dziś jednak jest zupełnie inaczej. Dożyliśmy czasów, kiedy to mieszkańcy Wielkiej Brytanii uczą się języka polskiego. Z informacji przedstawionych przez Polskie Radio na Wyspach istnieją miasta gdzie 10% mieszkańców to Polacy. Dlatego też na przykład w Peterborough miasto finansuje większość lekcji naszego rodzimego języka. Anglików do nauki zmusza biznes i miłość. Coraz częściej można tam spotkać firmy, którymi zarządzają nasi rodacy. Sam swego czasu we Włoszech próbowałem dogadać się łamaną angielszczyzną, jednak ku mojej uciesze okazało się, że pracownik jednej z tamtejszych instytucji jest właśnie Polakiem. A jak lepiej rozkochać w sobie piękną Polkę, jeśli nie ucząc się jej ojczystego języka? Takowa nauka może również przydać się Brytyjczykom w trakcie wojaży i pijackich natarć na Kraków. Może za kilka lat cały świat nie będzie uczył się języka esperanto, czy angielskiego, a właśnie nasza mowa stanie się aspektem łączącym ludzi różnych narodowości. W Internecie już krążą filmiki, gdzie możemy zobaczyć Brytyjkę mówiącą po polsku „Jestem łatwa”.
Emigranci świata
Nie myślmy sobie jednak, iż tylko Polacy wędrują po świecie. Polski Czesiek Hydraulik jest chyba milej widziany we Francji, aniżeli 12 tysięcy nielegalnych emigrantów zwanych dalej Romami. Ostoja nacjonalistycznej tolerancji, czyli Francja, dziś masowo deportuje niechcianych gości. Rok temu analogicznie było we Włoszech. Czyżby okazało się, że Wielka Europa Bez Granic to tylko pusty slogan? Europejski Fundusz Społeczny wydał już 13 miliardów euro na pomoc uchodźcom, której aktualnie jednak nie widać. Może bliższe prawdy są jednak opinie prawicy UE, które negują poszerzanie się Unii na wschodzie? Przynajmniej były francuski premier, Michel Rocard potrafił powiedzieć prosto z mostu: „ Francja nie jest przystanią dla całej nędzy świata”. Swoje poglądy zmienili także tolerancyjni Niemcy. Ich kłopotem nie są jednak Cyganie, a ludność muzułmańska. 55% ludności Niemiec uważa muzułmańskich imigrantów za obciążenie swojej gospodarki, a także ogłupianie narodu. Cóż lepiej począć: szczerze i oficjalnie głosić swoje poglądy, czy tonąć w hipokryzji i prawić poematy o monumentalnej tolerancji?
Życie w kosmosie i śmierć na Ziemi
Poszerzmy naszą wiedzę geograficzną także o kosmos. W końcu już w 2015 roku ma tam nastąpić otwarcie hotelu. Całym przedsięwzięciem zajmują się oczywiście Rosjanie, którzy już prowadzą wstępne budowy. Oczywiście wycieczka do takiego hotelu nie będzie tanim wydatkiem, ale poczekajmy, być może w końcu wraz ze wzrostem gospodarczym i nas będzie stać na takie luksusy. Z resztą, może rodacy Putina wpadli na taki plan obawiając się wieści płynących z ONZ. Jak prawi BBC News, za kilkadziesiąt lat, co piąta roślina wyginie. A nawet przedszkolaki wiedzą, że flora zapewnie czyste powietrze i jest podstawowym produktem lekarstw. Apeluję więc, popadnijmy w panikę i uciekajmy w kosmos. Chyba że… wyślemy do radzieckiego hotelu w kosmosie polityków. Wówczas życie na Ziemi będzie bezpieczniejsze. Tyle tylko, że miejsca są ograniczone. Aktualnie w planach jest budowa 4 pokoi, które mogą pomieścić zaledwie 7 mieszkańców. Wielka szkoda.
Nie tylko Polak potrafi
Na koniec ciekawe informacje dotyczące drogówki. To że poznaniacy są słynni ze skąpstwa wiemy nie od dziś. Nawet tamtejsze władze postanowiły się nie wyróżniać, dlatego za niewłaściwe zaparkowanie naszego samochodu, jesteśmy narażeni na odholowanie go i skromną grzywnę oscylującą w granicach tysiąca złotych. Zdecydowanie bardziej miła jest policja zza naszej południowej granicy. Otóż w Słowacji media niemal każdego dnia zamieszczają informację, gdzie w danym czasie możemy napotkać patrol drogówki. Z wyjaśnień władz wynika, iż ma to polepszyć wizerunek tamtejszej policji. Jakże szkoda, że u nas nie dba się aż tak o opinię dotyczącą służb mundurowych.
SAKO
Tagi: anglia, policja, rosja, geografia, ue, kosmos, emigranci
skomentuj (0)
Tagi: przyjaźn, koleżeństwo
skomentuj (0)
SystemAutomatycznegoKOdowania
Jeśli wierzyć datom, blisko od roku nie pojawił się tu żaden felieton o powyższym tytule. O zgrozo! Gdybym był aktorem któregoś z polskich seriali, już dawno by o mnie zapomniano. Na szczęście słowo pisane rządzi się lepszymi prawami, aniżeli sceny kiepsko zagrane.
Jako, że scena polskiego show-biznesu dostarcza wielu produktów, do stworzenia kąśliwego artykułu, nie pozostaje mi nic innego, jak z tego korzystać. Aczkolwiek dziś będzie nieco bardziej poważnie, zahaczając o kwestie polityki.
Oddam szpik
Hasło ostatnimi czasy jakże popularne wśród polskich celebrytów. Siedząc przy służbowym biurku i słuchając opinii tak zwanych „księgowych”, a także czytając felieton Kuby Wojewódzkiego, postanowiłem jednak zainteresować się chorobą Nergala i wziąć udział w dyspucie na ten temat. O ile nie mam zamiaru drwić z problemów zdrowotnych, o tyle zastanawiam się jednak, czy wszyscy ludzie z polskiej „elity medialnej” są świadomi tego, czym jest oddanie szpiku kostnego. Jak pisał Wojewódzki „szpik oddaje się w szpitalu, a nie na łamach mediów”. Dopóki partner Dody nie zachorował na białaczkę, większość gwiazda nie wiedziała o jej istnieniu?
Kurs dolara
Oczywiście nie mam zamiaru wypisywać tu słupków, przedstawiających stosunek amerykańskiej waluty do jej zagranicznych odpowiedników. Chciałbym natomiast nakreślić, że Stany wcale nie są tak fajowe, jak śpiewał Muniek Staszczyk. Istnieje tam bowiem instytucja o jakże państwowej nazwie Federal Reserve. Z państwowością ma jednak niewiele wspólnego. Rząd USA patrzy przychylnym okiem na to, jak „Fed” wprowadza w obieg pieniądze wzięte z powietrza, zwane przez specjalistów Ex Nihilo. Napędza to tamtejszy system kredytowy, przysparzając prywatnym właścicielom zyski w skali bilionów. Jako, że zawsze byłem słaby z matematyki, nie jestem sobie nawet w stanie wyobrazić takiej sumy. Ongiś dolar był wart 4 franki szwajcarskie. Dziś obie waluty są sobie niemal równe. Jutro… dolara może nie być. Gdyby USA przejęło wówczas walutę Unii Europejskiej, mogłoby się z nią stać to samo. Zaś gdyby Polska zechciała wymienić swe Złote na „ojro”, wyszlibyśmy na tym, jak Zabłocki na mydle. Morał jest więc prosty, zamiast ingerować w idiotyczne amerykańskie wojny, czy skupiać się na ścisłej integracji z Unią, zajmijmy się może swoją gospodarką.
Imigranci a Afrykanerzy
Media obiegła
ostatnio informacja, iż Polska ma nieco odciążyć kraje z zachodu Europy w
przyjmowaniu do siebie czarnoskórych imigrantów. Na początek ma ich być (sic!)
sześciu. Na takich liczbach już potrafię operować. Zastanawiam się jednak, cóż
to za odciążenie. Zapewne takie, że w przyszłości owa liczba ma się
zdecydowanie zwiększyć. Tylko czy powinniśmy zacierać ślady rasizmu w naszym
kraju i podkreślać jakże wspaniałomyślną tolerancję, wiedząc, że w RPA obecny
rząd nie toleruje białych Afrykanerów? To że są oni spychani do podmiejskich gett,
a ich dzieci umierają z głodu jest raczej tematem tabu. Po cóż to za pomoc,
jeśli wesprzesz ludzi o swoim kolorze skóry? Przyjmijmy do pracy Murzynów,
tylko nie za najniższą krajową, bo posądzą nas o niewolnictwo. Nieistotne, że
pogłębimy swoje bezrobocie. Niech Unia oraz cały świat widzą, jak jesteśmy
nowoczesnym narodem. A co do Afrykanerów – może, gdy światem zaczną rządzić
czarni, z Barakiem Obamą na czele, ktoś postanowi o nich zadbać, aby podkreślić
swoją pogardę w stosunku do rasizmu.
Sako
Tagi: usa, rasizm, dolar, nergal, polityka. medycyna
skomentuj (0)
Czasem ludzkie zachowanie jest dla mnie zupełnie niezrozumiałe. Bo jak na przykład można uzależniać całą swoją witalność i humor od pogody? Aczkolwiek już wiem jak. Zapewne stan ducha każdego z nas jest uzależniony od warunków atmosferycznych, jednak różnić nas może intensywność tego wpływu.
Jako Polacy, mamy niewątpliwą przyjemność korzystania z przeróżnych uroków aury. Dla ludzi, którzy lubią swego rodzaju podporządkowaną zmienność, to idealny stan rzeczy. Jednak kiedy nasze okna na poddaszu przysłania sterta śniegu, a temperatura na zewnątrz jest analogiczna do mojej wagi (około -12), nie każdy nabiera ochoty na jakiekolwiek wojaże. Ba, są nawet tacy, którzy z chęcią zapadliby w tym czasie w sen zimowy. Ratują się więc ucieczką w ciepłe kapcie i przed wręcz gorący ekran telewizora. Często słychać wokół lamenty: „ olaboga! Co za pogoda?” (lub padają też mniej cenzuralne wyrazy). Mimo że cieszyłem się, iż w końcu odwiedziła Polskę prawdziwa zima, zanim kur zapiał trzy razy, także mimowolnie dołączyłem do grona malkontentów.
Zdarza nam się mawiać: „co to za zima, jak śniegu ni ma?”, ale mimo wszystko narzekamy na mróz. Narzekamy też na jesienną słotę, wiosenną zmienność (przypominającą charakter kobiety), a na deser kręcimy nosem również przy letnich upałach. Jeszcze się więc chyba taki nie urodził, co by nam wszystkim dogodził, a na świecie są rzeczy, które nie śniły się nawet „fizjonomom”.
Hiszpanie mają swoje upały, Anglicy deszcze, a na Syberii nadal pomieszkuje Dziadek Mróz (ale nie ten od prezentów, a od temperatury). Powinniśmy się więc cieszyć, że możemy skosztować wszystkiego po trosze, zamiast popadać w skrajność pogodowe. Tymczasem popadamy jednak w owe skrajności, ale związane z… marudzeniem i narzekaniem. Mawia się, że mądry Polak po szkodzie. Więc latem chcemy chłodu, zimy i śniegu, a w grudniu hawajskiego słońca. I gdzie tu ta wspomniana szkoda? Chyba właśnie w mentalności.
Sako
Tagi: pogoda polacy mentalność zima lato aura
skomentuj (2)
Zarówno świat, jak i już nawet nasze, polskie, społeczeństwo, podążają drogą rzekomej tolerancji, gdzie najmniejszy przejaw odrębnych poglądów bywa jednak uznawany za rasizm. Żyjemy bowiem w czasach, gdzie prawicowi Polacy są uważani za nazistów, antysemitów i rasistów, a cały naród stawia ich w bestialskim świetle. Czyż tak często używane dziś słowa, typu „tolerancja”, czy „liberalizm” nie są tylko dobitnym dowodem światowej hipokryzji?
Niewyedukowane społeczeństwo, którego dostawcą poglądów są media, patrzy na fanatycznych patriotów, niczym na zdrajców naszego kraju. Mimo że w rzeczywistości jest diametralnie inaczej. W dobie światowej tolerancji, którą tak skrupulatnie narzucają Stany Zjednoczone, każdy kto widzi jakąś wadę Żydów, staje się antysemitą. O zgrozo, gdyż w ten sposób nazywa się obecnie nawet samych Izraelitów, którzy obiektywnie potrafią przyznać się do winy, czy fałszerstw historii. Każdy, kto wierzy w tezy nowoczesnych techników, sugerujących iż liczba zamordowanych Żydów w trakcie II Wojny Światowej jest zawyżona, zostaje uznawany za antysemitę i rasistę.
Aktualna polityka świata skłania nas jednak do tego, aby w zupełności nie dawać wiary historycznym podręcznikom. O ile ich treść mogła zostać narzucona przez ówczesne władze, o tyle też dzisiaj zapierają się ci, którym najbardziej zleży na tkwieniu w oszustwie. Otóż mógłby ktoś stwierdzić, że teza dotycząca fałszowania wydarzeń historycznych jest wyolbrzymianiem. Dysponuję jednak dowodami zza naszej wschodniej granicy. Najpierw zmieniano historyczne fakty ze względu na komunę, zaś dziś sugeruje się, że Polacy tuż przed II Wojną działali w komitywie z Rzeszą, po to, by zniszczyć radzieckie granice.
Świat już od dawna jest skory do zmieniania historii. Nie mówiąc już o liczbie zamordowanych Żydów, czy komitywie z Niemcami. Jednak oscylując w kręgu obu narodów, chciałbym udowodnić, jak bardzo działają one na naszą niekorzyść. Mieszkańcy Izraela oskarżają nas o liczne mordy w latach 1939-1945. Sądzę jednak, że oprócz wydarzeń w Jedwabnem, Polacy wręcz narażali się na śmierć, aby pomóc Żydom. Nic to jednak nie znaczy, ponieważ aktualne pokolenie zamieszkujące Izrael żąda od Polski odszkodowania w wysokości 30 miliardów dolarów, za krzywdy wyrządzone w trakcie wojny. Z tego co wiem, Polacy popierali wówczas asymilację, mimo tego, że Żydzi działali raczej na korzyść nie naszej, a raczej niemieckiej gospodarki. To chyba dowód prawdziwej tolerancji, która dziś przybiera zupełnie inne znaczenie.
Jestem w stanie zrozumieć żydowską frustrację, jednak ich hipokryzji już nie pojmuję. Fałszują historię, bezczelnie chcą wydębić od naszego rządu gigantyczne pieniądze, a Niemców traktują, jak ostatnie bestie. Zastanawia mnie jednak, czy aby czasem nie zapominają o tym, co działo się w trakcie wojny, skoro obecnie, oglądając zdjęcia z ich potyczki z Palestyńczykami, mam wrażenie, że oglądam te same fotografie. Naród, który podkreśla swą martyrologie na każdym kroku, popełnia tak samo bestialskie zbrodnie, a każdy który choć chce zwrócić im uwagę, z góry jest nazywany antysemitą.
W czasach, gdy młode państwo, jakim jest USA, stara się
sprawować władzę nad całym światem, a Żydzi są przez nich wspierani, każdy kto
stara się zaufać nowym dowodom historycznym jest nazywany skandalistą. Ludzie,
którzy używają prawicowych symboli i haseł,
są tłamszeni przez władze, które rzekomo wywalczyły nam wolność, teraz serwując
nawet liberalne koncepcje. Każdy kto
nawiązuje do prasłowiańskich tradycji i uważa swastykę za symbol szczęścia jest
natomiast traktowany jako neonazista. Prawdziwi patrioci są bowiem postrzegani
jako fanatycy, szowiniści i rasiści, jednak mało kto z naszego rządu odważy się
postawić przeciw Rosji, Niemcom i Unii Europejskiej, czy Stanom Zjednoczonym.
Politycy są uwikłani w tej globalistycznej matni, a wszyscy inni którzy są temu
przeciwni, muszą ponieść karę. Mamy więc czasy wolności słowa, gdzie istnieje
ona tylko oficjalnie, a w rzeczywistości możemy narazić się na wyklęcie ze
społeczeństwa, czy nawet sankcje prawne, jak pewien bezdomny, który (delikatnie
mówiąc) nie popiera naszego prezydenta.
Tagi: polityka rasizm antysemityzm patriotyzm
skomentuj (1)
SystemAutomatycznegoKOdowania
W 2009 roku wzrost gospodarczy w Chinach wyniesie 8%... Ale chyba nie jest to najlepszy wstęp, tak jak i nie miałem o tym pisać.
Mylny powiew pozytywnych wieści
Drodzy moi, stało się! Piotr Farfał nie piastuje już swego stanowiska. Wiadomość jakże miła dla ucha (tudzież oka) nie kończy się jednak wyłącznie na tych kilku słowach, przynoszących dobre wieści. Otóż kontrowersyjny pan Far fał postanowił nie kapitulować, jak byle szczur lądowy, który ucieka z tonącej łajby. Ba, on wręcz postanowił zachować się jak człowiek honoru i… nie wpuścił do siedziby zarządu Telewizji Polskiej swego następcy. Chłopina chyba miał rację, bo z jakiej to okazji miał oddać dobrowolnie swoje stanowisko? Piotruś Pan uznał, że decyzja o zwolnieniu całego zarządu jest nieistotna, dlatego też nie zechciał wpuścić do biur TVP Bogusława Szwedo. Ten natomiast, korzystając z mocy, którą mu nadano, postanowił zwolnić Farfała dyscyplinarnie. Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie, tylko kto w tym wypadku jest kim? I oby ta dobra wiadomość nie przekształciła się w tak samo złą, jak rządy Farfała. Z Panem Szwedo wódki nie piłem, więc nie mogę powiedzieć o jakimś zaufaniu.
To nie koniec dobrych wiadomość, bowiem Europa zbliża się finansami do Stanów Zjednoczonych. Jakże więc powinniśmy być szczęśliwi, że kryzys przyniósł w Europie 2 biliony dolarów strat, zważając na fakt, że w USA owa liczba to 8 bilionów. Cóż więc za sumą jest przy tych liczbach stawka oscylująca w granicach 2 miliardów euro? Tyle właśnie Unia Europejska wydaje na propagandę. Marketing jest w obecnych czasach bardzo istotny, a wpajanie Europejczykom, jaka to wspaniała nie jest ich wspólna Unia powinno przynieść pozytywne skutki. Może w końcu uda się stworzyć Imperium Europejskie, które wyjawi jakie cele miało utworzenie hybrydy zwanej UE. Jak na razie ludzie trzymający stery tejże Unii starają się rozpowszechnić pozytywną opinię, zacierając (na razie) delikatnie suwerenność swoich członków. Więcej można na ten temat przeczytać w książce dwóch Brytyjczyków, Davida Craiga i Matthew Elliotta, która nosi tytuł „Wielkie europejskie zdzierstwo”.
Spokojnie, jak na wojnieJak powszechnie wiadomo, polski rząd wysyła naszych żołnierzy na tzw. misję do Afganistanu. Według sondaży 76% naszego społeczeństwa nie popiera tej decyzji, sugerując, iż reprezentanci polskiego wojska powinni wrócić do kraju. Może ktoś wziął sobie do głowy owe wyniki, gdyż planuje się przeprowadzenie ekspertyzy dotyczącej wycofania naszych wojsk, choć w gruncie rzeczy, tym razem raczej nie ma co liczyć na pozytywne wieści. Możliwe jest bowiem, że niedługo do Afganistanu powędruje jeszcze 200 żołnierzy z odwodu strategicznego. Zważając także na fakt wznowienia procesów polskich żołnierzy, którzy oddali się nadużyciu swoich możliwości, sprawa nie wygląda zbyt ciekawie. Zastanawiam się jednak, po co nasze wojska są wysyłane niemal tam, gdzie tylko się da. Czyżby w ramach podlizywania się innym? To chyba tak samo prawdopodobne, jak i idiotyczne.
Z katolickim pozdrowieniem, Bóg zapłać.
SAKO
Tagi: polityka finanse unia europejska wojna religia tvp
skomentuj (0)
SystemAutomatycznegoKOdowania
W dobie gospodarki informacyjnej, najważniejszym atrybutem w naszym świecie (tuż za pieniędzmi) staje się czas. Toteż dlatego na owej witrynie teksty nie widnieją codziennie. Wraz z pędzącym czasem, dzieje się jednak całe mnóstwo rzeczy, które aż proszą się o komentarz, a więc „vuala”!
Ślina przyniosła mi dziś na język wątki miłosne, religijne i polityczne. Przekazuję je więc via klawiaturę Waszym czujnym oczętom, które być może już oczekują kolejnej porcji kontrowersyjnych wydarzeń. Nie chcę więc sprawić, aby owe oczęta przybrały kształt stuzłotówki w monecie, dlatego zabieram się do komentowania.
Miłość nie pyta o wiekTytuł tego akapitu jest zazwyczaj kojarzony pozytywnie. Sądzę jednak, że Roman Polański ma nieco inne zdanie na ten temat. Przed trzydziestoma laty powinien zapytać ile jego towarzyszka liczy sobie wiosen, aby uniknąć obecnych wydarzeń. Kobiety bywają jednak bardzo przebiegłe. Spotykając wiele reprezentantek płci pięknej można czasem zgubić szczękę, kiedy dowiemy się ile mają lat. No cóż, dawniej kosmetyki miały służyć odmładzaniu, ale dziś jest chyba inaczej. Szwajcarska policja postanowiła ukarać słynnego polskiego reżysera za występek sprzed lat. Jednak czy jest sens roztrząsania tej sprawy po takim czasie? Oczywiście przestępstwo nie powinno ulegać przedawnieniu, jednak świat showbiznesu często wikła swoje marionetki w tego typu „teatrzyki”. Słynny koszykarz Lakersów, Kobe Bryant, swego czasu miał bardzo analogiczne problemy, a i Mikela Jacksona również stawiało się w kiepskim świetle. Według mnie pedofilia jest jednym z najgorszych schorzeń jakie istnieją, aczkolwiek nie nazwał bym tak odważnym słowem sprawy związanej z Polańskim. Czyż media wraz z „poszkodowaną” nie mogły wywołać tego zamieszania? W końcu zawsze można wymyślić kontrowersyjną i własną wersję wydarzeń. Jeśli tak nie jest, niech Romka gnębią wyrzuty sumienia. Nie słynie on przecież z kręcenia filmów porno, a i kulturę osobistą ma chyba większą niż gwiazdy seks afery z Samoobrony.
Polak potrafiNasi rodacy czasem jednak potrafią pokazać się z dobrej strony. Polska ambasada walczy o zwolnienie Polańskiego z aresztu z całych sił. W końcu niewiele mamy gwiazd światowego formatu. Uważam, że to zachowanie jak najbardziej zasługuje na pochwałę. Tak samo, jak polska ekspedycja, napierająca na Czechy. Na szczęście tym razem nie wyruszono czołgami na Pragę, a na pielgrzymkę papieża, który postanowił odwiedzić kraj raczej nie słynący z katolickiej wiary. Koncepcja Benedytka jest dość odważna, jednak wielu twierdzi, że nie ma on już tej charyzmy co Jan Paweł II. Mawia się jednak, iż to stwierdzenie pochodzi od fascynatów wszystkim co polskie. Osobiście sądzę, że w zestawieniu Jana Pawła z Benedyktem, polski papież zdecydowanie bierze górę i to nie ze względu na narodowość. Wracając jednak do meritum, na głównej mszy zebrało się 40 tysięcy ludzi, co jest dość wysokim wynikiem, jak na państwo gdzie wiara katolicka jest dość znikoma. Trzeba jednak zaznaczyć, że w owej liczbie znajduje się jednak spory odsetek polskich wiernych, którzy: a) dają światu powód do zachwalania Polaków, bądź b) pogłębiają wszystkich w stwierdzeniu, że Polska to katolicki ciemnogród. Niepotrzebne skreślić.
Szczypta politykiW naszym kraju dopiero powoli przygotowujemy się do wyborów prezydenckich (choć czasu zostało jeszcze sporo), zaś w Niemczech społeczeństwo miało ostatnio możliwość wybrania swojego rządu. Padło na chadecję, więc Angela Merkel nadal będzie miała okazja odwiedzać braci Kaczyńskich. Zwycięscy potrzebują jednak koalicjantów, na których przymierzana jest liberalna partia. Co ciekawe, niemieccy liberałowie są przeciwni działaniom Eriki Steinbach, planując się jej, jak najszybciej pozbyć (jakkolwiek by to nie brzmiało, mam nadzieję, że nie skorzystają z usług kilera). Erice z pewnością należałoby się wygnanie, jednak przebywając na banicji, mogłaby założyć podobny ruch do obecnego. Nie wiem, czy Pani Steinbach nie ma przypadkiem hitlerowskich korzeni, jednak na jej miejscu nie łudziłbym się na odzyskanie ziemi, które obecnie należą do Polski. Ten typ tak jednak ma i zapewne, gdzie by nie mieszkała, domagała by się jakichś gruntów. Warto także zaznaczyć, że do rządu nie dostali się socjaldemokraci, którzy przytaczając słowa głównego bohatera filmu „Dzień świra”, mogą poczuć się, jakby dostali w mordę.
Na koniec chciałbym także wspomnieć o mieszkańców Iranu, którzy mają się za „opalonych Aryjczyków” (Hitler słysząc to, zapewne przewraca się w grobie). Ostatnimi czasy postanowili pobawić się rakietkami. Nie chodzi jednak o przyrządy do gry w tenisa, zaś o militarne przybory. Testowane przez nich rakiety mogłyby zagrozić Izraelowi i amerykańskim bazom, jednak władze Iranu uspokajają strachliwych. To po prostu ćwiczenia, pogłębiające irańskich obywateli w świadomości bezpieczeństwa. Dość ciekawa koncepcja. Ciekawe co by się stało, gdyby któreś z państw dysponujących Bajką, Bójką, czy i inną atomówką, postanowiło testowo skorzystać ze swoich zasobów nuklearnych. Cóż, jak mawiali starożytni Inkowie – dobra ściema pół sukcesu. Władzom Iranu ta dobra ściema jednak się nie udała.
Starczy już chyba tych głupot. Czas zabrać się za coś bardziej pożytecznego, jak na przykład liczenie dachówek na sąsiednim budynku, lub poszukiwanie zeszłorocznego śniegu. Do następnego!
PS. I trzymaj się Roman!
SAKO
Tagi: religia polityka polska niemcy iran wybory polański
skomentuj (1)
Już na wstępie zakodujmy sobie, iż ta cykliczna publikacja nie ma zamiaru oszczędzać kogokolwiek, kto zasłużył na szczyptę krytyki i garść ironii. Bez względu, czy poruszamy sferę sacrum, czy profanum, mamy przecież prawo korzystać z wolności słowa. Gdyby ktoś zabrał nam wszystkie dobra materialne, cóż nam pozostaje, jeśli nie własne zdanie?
Kościół w średniowieczu
W ten oto sposób, pozwoliłem sobie przygotować Was do kilku zdań na temat kleru. Dla jednych to główny obiekt żartów, zaś dla innych temat, który jest świętością i którego nie da się (bądź nie wolno) krytykować. Od średniowiecza dzielą nas setki lat, jednak niektórzy chyba postanowili zahibernować się w tej epoce. Otóż mimo mojej silnej wiary, nie potrafię tak fanatycznie oddać się w ręce instytucji prowadzonej przez księży. Woda mineralna, czy sieć telefonii komórkowej to już przestarzałe tematy drwin. Dziś przyczepię się do nieco innych „ciekawych” zachowań księży. Otóż jeden z nich, będący wiejskim mędrcem i proboszczem, pewnego razu postanowił nie wyrażać zgody na pogrzeb pewnego mężczyzny. Jak tu bowiem marnować cenne miejsce na cmentarzu dla kogoś, kto nie chadzał do kościoła. Na nic zdadzą się uzasadnienia rodzin, iż wiejski chłop był już niedołężny i nie był w stanie podpisywać listy obecności na mszy. Na szczęście władza na wsi nie leży tylko w gestii Kościoła, ale także sołtysa, który wymusił na proboszczu pochówek. Kilka linijek wyżej zachwalam wolność słowa, jednak czy ksiądz w trakcie kazania pogrzebowego powinien wypominać zmarłemu, że nie przyjął on księdza po kolędzie? Żyjemy w czasach, kiedy samobójcy nie są już chowani za płotem, dlaczego więc nie pochować na cmentarzu mężczyzny, który był gościnny w stosunku do sąsiada? Dlatego, że nie okazywał tego w stosunku do księdza?
Kler mimo kontrreformacji, nadal poczuwa się do zarządzania, czy to ziemią na cmentarzu, czy też innym mieniem. Nawet kataloński biskup postanowił wkomponować się w świat biznesu i piłki nożnej, drastycznie go krytykując. Sądzę, że krytyka ta, była bardziej uwarunkowana tym, komu dany biskup kibicuje, aniżeli słusznej sprawie. Każdy ma jednak prawo kibicować komu zechce, tylko czyż tak wysoko postawiony reprezentant Watykanu powinien tak drastycznie zapominać o obiektywizmie? Szkoda tylko, że nie widzi jakimi samochodami jeżdżą jego podwładni. Mnie dla przykładu, na razie na Maybacha nie stać. Innych duchownych stać zaś na biznes związany z nieruchomościami. Postawiono więc z tego względu przy kościele dom, niczym karczmę w Soplicowie, gdzie można urządzić bal z okazji chrztu, komunii, czy stypę. Owy dom był zarządzany przez księdza i świecką kobietę, która poniosła cenę takich interesów. Otóż pewnego dnia, kapłan odwiedził ją na urlopie, aby… nieco ją sprać. No cóż, ze spółki chyba już nici, bo księdza zwolniono, ale może na jego miejsce przyjdzie równie rezolutny i mniej agresywny proboszcz?
Co ma wisieć, nie utonie
Mieszkańcy Pomorza oraz Czesi mogą być spokojni. Barak Obama nie jest tak konfliktowym prezydentem, jak George „Dablju" Bush. Okazuje się bowiem, że na razie tarcza antyrakietowa ma znajdować się w pełnym morzu. Republikanie wytykają Obamie strach przed Rosją, jednak reprezentant Baraka, Robert Gates (nie mylić z Microsoftem), twierdzi że to tylko oznaka niedoinformowania. Okazało się, że USA przeceniło Iran. Być może tamtejsze służby również dopadł światowy kryzys? Notabene, gdyby ktoś chciał zapytać, jak można drwić z tak niebezpiecznych tematów, odpowiem krótko – po prostu. Mam coś pozytywnego także dla zwolenników tarcz. Gates zapowiada, że tarcze mogą się jednak pojawić w okolicach 2015 roku. Aczkolwiek po Euro 2012 możemy przecież być gospodarczą potęgą i to my moglibyśmy narzucać swoje koncepcje. W skrócie: Bush jest twardszy od Baraka, Obama boi się Rosji, tarcze będą pływać, a Gatsów znajdziemy nie tylko w gigantycznej korporacji, zaś ci, którzy mawiali „Yankee go Home, tarcze na złom” zbytnio się nie mylili.
Będąc przy wątku militarny, zdradzę pewną „tajną tajemnicę, która jest bardzo enigmatyczna”. Otóż w naszym Tajnym Wywiadzie , dysponujemy fachowcem z najwyższej półki. Dezerter z obozu Husajna, będący specjalistą od broni chemicznej pracuje teraz dla polskiej armii. Dawniej, to właśnie w naszym kraju kończył studia, a kiedy postanowił uciec od Saddama, znów zawitał do Polski. Amerykanie nie często komuś zazdroszczą, jednak na szczęście tym razem pewnie tak jest. Agenci CIA mieli zwerbować Doktora Z. (bo tak zwie się owy chemik), jednak ten postanowił nie skorzystać z propozycji. Bójcie się więc! Polska rośnie w siłę. Temat pracy Doktora Z. jest jednak tak tajny, że nie śniło się o nim nawet filozofom. Ciekawe tylko skąd pojawił się w ogóle przeciek o byłym pracowniku Husajna?
Jako żeby nikogo nie zanudzić już pierwszą częścią serii tekstów, poprzestanę dziś wyłącznie na powyższych wątkach. Gdyby ktoś czuł niedosyt, niczym w porze między obiadem, a kolacją, zapraszam na następny fragment SystemuAutomatycznegoKOdowania. Bądźcie pewni, że nadal nie zamierzam nikogo głaskać i oszczędzać. Bezstresowe wychowanie nie wystarczy w kształtowaniu społecznej moralności. Mam nadzieję, że na myśl o kolejnym felietonie, cieknie Wam ślinka, niczym Anglikom myślącym o Fast foodzie.
SAKO
Tagi: polityka kościół ksiądz religia obama bush tarcze armia
skomentuj (2)